Autor – Witold Urbanowicz
Stacja Natolin to drugi przystanek na linii M1. Kolorowa i zarazem elegancka stacja reprezentuje estetykę lat 80. w najlepszym jej wydaniu.
Stacja A-2 Natolin znajduje się po północnej stronie skrzyżowania ul. Belgradzkiej i al. Komisji Edukacji Narodowej. Jej układ jest podobny do już opisywanych Kabat, jak i kolejnych przystanków pierwszego odcinka. Na krańcach stacji, na poziomie -1, znajdują się antresole z punktami handlowo-usługowymi i bramkami biletowymi, skąd pasażerowie za pomocą szerokich schodów mogą dostać się na peron.
Natolin otwiera ursynowskie stacje o dwunawowej konstrukcji z rzędem kolumn po środku peronu. Charakterystyką tych stacji są podwieszane sufity, rampy nad torami, oddzielające zaciemnioną strefę torowiska od oświetlonego peronu i stanowiące nośnik systemu informacji pasażerskiej, oraz kolorowe panele na ścianach zatorowych. System informacji jest zintegrowany z wystrojem. Granatowe pasy z nazwą stacji ciągną się przez całą długość peronu – zarówno na ścianach zatorowych, jak i rampach nad torowiskiem.
Peron oświetlają świetlówki liniowe – po dwie sztuki w dwóch rzędach po obu stronach peronu, prostopadle do krawędzi peronu. Tworzy to prostą, choć ciekawą kompozycję. Ściany zatorowe wyłożone są metalowymi panami, układającymi się w regularne pasy o różnych odcieniach niebieskiego i żółtego. Ściany wzdłuż schodów obłożone są granatowymi kaflami. Kolor ten znajduje także odzwierciedlenie w drzwiach wejściowych na stację oraz do pomieszczeń technicznych. Natomiast ściany boczne na antresoli obłożone są żółtymi kaflami.
Natolin został uruchomiony na pierwszym odcinku w 1995 r. Za projekt stacji odpowiada zespół architektoniczny pod kierownictwem Jasnej Strzałkowskiej-Ryszki. Stacja, podobnie jak kolejne na Ursynowie, uważana jest za udany przykład architektury lat 80.
Jeszcze ciekawostka związana ze stacją: codziennie rano na ławeczkach spotyka się grupa ludzi, zewnętrznie nic ich nie łączy. Ale się znają, rozpoznają i spotykają tam. W różnym wieku, płci itp. – Nie wiem po co. Pachnie mi to biurem pośrednictwa pracy – obstawia Krzysztof Malawko, były rzecznik prasowy Metra.
